Gdy nuda mi doskwiera,
Wielki dąb mnie kusi.
Chyba nie posłucham
Dziś mojej mamusi.
Bo to ważna sprawa
Dla każdego kota,
By wspiąć się na drzewo,
Gdy przyjdzie ochota.
– Ja cię znam, bo często siadam na tym dębie – niespodziewanie przemówił. – Jesteś za mała, żeby wchodzić na takie wysokie drzewo. To nierozsądne.
– Ale latawiec… – zaczęła tłumaczyć kotka, lecz wróbelek jej przerwał:
– Zejdź natychmiast, bo spadniesz. Nie masz przecież skrzydeł, tak jak ja.
– Bez latawca nie zejdę! – stwierdziła z całą stanowczością.
Wspiąć się na drzewo nietrudna to sprawa,
Ale zejście w dół lękiem mnie napawa.
Dręczy mnie teraz jeden frasunek:
Czy ktoś przybędzie mi na ratunek?
Nie zamierzam tu przecież tkwić do wieczora.
Wrócić na ziemię najwyższa jest pora.
– Wpadłem na pewien pomysł! Chwyć latawiec mocno w obie łapki i skocz! Myślę, że wylądujesz bezpiecznie, jak na spadochronie.
– Na spadochronie? A co to jest spadochron? – Milenka dopytywała coraz bardziej drżącym głosikiem.
– No… spadochron to jest… taki większy latawiec i można z nim skoczyć, kiedy się jest wysoko – wytłumaczył Reksio.
Znów nie wstaliśmy dziś na śniadanie.
Nie można już liczyć na kogucie pianie.
Niech chory kogut gardło swoje leczy.
Niech budzi nas baran, który głośno beczy.
A może osiołek podejmie to wyzwanie?
Lecz osioł przed pierwszą na pewno nie wstanie.
Albo niech nas budzi ta złośliwa osa,
Która głośno bzyczy i lata koło nosa.
Rozważyć też trzeba gąsiora gęganie,
By znowu nie zaspać na pyszne śniadanie.
Jakie było ich zdziwienie, kiedy zastali go leżącego w łóżku, z grubym szalikiem owiniętym wokół szyi.
– Mam chore gardło i nie mogę piać – wyjaśnił szeptem. – Wygląda na to, że praca na dwóch farmach to dla mnie zbyt wiele.
Gdy Zosia dowiedziała się, co się przydarzyło Reksiowi, zaproponowała inne rozwiązanie problemu z poranną pobudką.
– Trzeba przesunąć śniadanie na późniejszą godzinę.
– To oczywiste! Dlaczego wcześniej nie wpadliśmy na taki pomysł? – usłyszała dziewczynka.
O tym właśnie marzę od samego rana,
By znaleźć się tam, gdzie fiołkowa polana.
Prześliczny kolor te kwiatuszki mają,
Pachnące fiołki na polanie czekają.
– Cześć! – zawołało zwierzątko. – Co za historia! Jakiś pechowiec musiał mieć dziurawy plecak i gubił po drodze orzechy. Było ich tak dużo, że aż rozbolał mnie brzuch, tak się najadłam. No bo… zjadłam je wszystkie, żeby się nie zmarnowały, oczywiście. W końcu od tego są orzechy, prawda? – zachichotała radośnie. – Tak to bywa, kiedy idzie się na wycieczkę z dziurawym plecakiem – dodała.
Choć mama broni bawić się w kałuży,
Niejedną kaczuszkę taplanie rozchmurzy.
Bo woda jest chłodna i orzeźwiająca,
To największa uciecha dla kaczego brzdąca.
I nagle wszyscy przeżyli kolejny szok, widząc… drugiego niedźwiedzia, dużo większego, który stąpał środkiem podwórka. I ten drugi niedźwiedź zaczął biec do tego pierwszego…
– Może to mama z dzieckiem, którzy zgubili się w tej okolicy? – Mieszkańcy zastanawiali się głośno.
– Ratunku! Pomocy! Niedźwiedź! – rozległ się nagle przerażony krzyk… tego pierwszego niedźwiedzia. Kaczuszki i pozostali mieszkańcy farmy osłupieli. Co tu się dzieje? Już nic z tego nie rozumieli.
Milenka pierwsza zauważyła, że Grześ ze swoim czerwonym balonikiem leci do góry. Najpierw pomyślała, że to jakaś nowa zabawa, a za chwilę dotarło do niej, że balon unosi do góry kaczuszkę, bo jest mała i lekka.
Pomyślał: „Jak niefortunna spotkała mnie przygoda.
Następnym razem wezmę pudło z tektury,
Lecz najpierw zobaczę, czy nie ma w nim dziury”.
Pływać się nauczą dziś małe kaczuszki,
Bo ciągłe dreptanie męczy krótkie nóżki.
Nie ma nic milszego niż w wodzie pluskanie.
Nauka pływania to przyjemne zadanie.
Ważne, by rozumieć dziecka lęk i wahanie,
Bo wszystko jest trudne, nim łatwe się stanie.
Nowa umiejętność to nie efekt magii,
Trochę wiary w siebie i więcej odwagi!
– Porzuć pan ten pomysł – z troską przekonuje.
– Niech się Maciej natychmiast powstrzyma,
Maciej jest za ciężki – łódka nie wytrzyma.
Widział i groźnego, dużego, pomarańczowego smoka, i śmiesznego, małego, czerwonego krasnoludka, i czarno-białą zebrę i lwa z bujną, żółtą grzywą.
Na balu kostiumowym bawią się zwierzęta,
Tak świetnego balu nikt tu nie pamięta.
Tańczą i tygrysy, księżniczki oraz smoki,
Czarno-białe zebry, krasnoludki, foki.
– Może boli go gardło, a od bolących gardeł najlepsze są mamy! – dodała z uśmiechem.
Zawsze gdy rozlega się śpiew słowika,
Wzrusza i zachwyca wszystkich ta muzyka.
Wtedy nawet żubr swój oddech wstrzymuje,
A listek na ziemi bezszelestnie ląduje.
|
|




