FRAGMENTY I CYTATY

Fragmenty i cytaty z książki Co się wydarzyło na farmie Zosi? Anny Gościniak



Gdy nuda mi doskwiera,

Wielki dąb mnie kusi.

Chyba nie posłucham

Dziś mojej mamusi.

Bo to ważna sprawa

Dla każdego kota,

By wspiąć się na drzewo,

Gdy przyjdzie ochota.



– Ja cię znam, bo często siadam na tym dębie – niespodziewanie przemówił. – Jesteś za mała, żeby wchodzić na takie wysokie drzewo. To nierozsądne.

– Ale latawiec… – zaczęła tłumaczyć kotka, lecz wróbelek jej przerwał:

– Zejdź natychmiast, bo spadniesz. Nie masz przecież skrzydeł, tak jak ja.

– Bez latawca nie zejdę! – stwierdziła z całą stanowczością.



Wspiąć się na drzewo nietrudna to sprawa,

Ale zejście w dół lękiem mnie napawa.

Dręczy mnie teraz jeden frasunek:

Czy ktoś przybędzie mi na ratunek?

Nie zamierzam tu przecież tkwić do wieczora.

Wrócić na ziemię najwyższa jest pora.



– Wpadłem na pewien pomysł! Chwyć latawiec mocno w obie łapki i skocz! Myślę, że wylądujesz bezpiecznie, jak na spadochronie.

– Na spadochronie? A co to jest spadochron? – Milenka dopytywała coraz bardziej drżącym głosikiem.

– No… spadochron to jest… taki większy latawiec i można z nim skoczyć, kiedy się jest wysoko – wytłumaczył Reksio.



Znów nie wstaliśmy dziś na śniadanie.

Nie można już liczyć na kogucie pianie.

Niech chory kogut gardło swoje leczy.

Niech budzi nas baran, który głośno beczy.

A może osiołek podejmie to wyzwanie?

Lecz osioł przed pierwszą na pewno nie wstanie.

Albo niech nas budzi ta złośliwa osa,

Która głośno bzyczy i lata koło nosa.

Rozważyć też trzeba gąsiora gęganie,

By znowu nie zaspać na pyszne śniadanie.



Jakie było ich zdziwienie, kiedy zastali go leżącego w łóżku, z grubym szalikiem owiniętym wokół szyi.

– Mam chore gardło i nie mogę piać – wyjaśnił szeptem. – Wygląda na to, że praca na dwóch farmach to dla mnie zbyt wiele.



Gdy Zosia dowiedziała się, co się przydarzyło Reksiowi, zaproponowała inne rozwiązanie problemu z poranną pobudką.

– Trzeba przesunąć śniadanie na późniejszą godzinę.

– To oczywiste! Dlaczego wcześniej nie wpadliśmy na taki pomysł? – usłyszała dziewczynka.



O tym właśnie marzę od samego rana,

By znaleźć się tam, gdzie fiołkowa polana.

Prześliczny kolor te kwiatuszki mają,

Pachnące fiołki na polanie czekają.



– Cześć! – zawołało zwierzątko. – Co za historia! Jakiś pechowiec musiał mieć dziurawy plecak i gubił po drodze orzechy. Było ich tak dużo, że aż rozbolał mnie brzuch, tak się najadłam. No bo… zjadłam je wszystkie, żeby się nie zmarnowały, oczywiście. W końcu od tego są orzechy, prawda? – zachichotała radośnie. – Tak to bywa, kiedy idzie się na wycieczkę z dziurawym plecakiem – dodała.



Choć mama broni bawić się w kałuży,

Niejedną kaczuszkę taplanie rozchmurzy.

Bo woda jest chłodna i orzeźwiająca,

To największa uciecha dla kaczego brzdąca.



I nagle wszyscy przeżyli kolejny szok, widząc… drugiego niedźwiedzia, dużo większego, który stąpał środkiem podwórka. I ten drugi niedźwiedź zaczął biec do tego pierwszego…

– Może to mama z dzieckiem, którzy zgubili się w tej okolicy? – Mieszkańcy zastanawiali się głośno.

– Ratunku! Pomocy! Niedźwiedź! – rozległ się nagle przerażony krzyk… tego pierwszego niedźwiedzia. Kaczuszki i pozostali mieszkańcy farmy osłupieli. Co tu się dzieje? Już nic z tego nie rozumieli.



Milenka pierwsza zauważyła, że Grześ ze swoim czerwonym balonikiem leci do góry. Najpierw pomyślała, że to jakaś nowa zabawa, a za chwilę dotarło do niej, że balon unosi do góry kaczuszkę, bo jest mała i lekka.



Pomyślał: „Jak niefortunna spotkała mnie przygoda.

Następnym razem wezmę pudło z tektury,

Lecz najpierw zobaczę, czy nie ma w nim dziury”.



Pływać się nauczą dziś małe kaczuszki,

Bo ciągłe dreptanie męczy krótkie nóżki.

Nie ma nic milszego niż w wodzie pluskanie.

Nauka pływania to przyjemne zadanie.



Ważne, by rozumieć dziecka lęk i wahanie,

Bo wszystko jest trudne, nim łatwe się stanie.

Nowa umiejętność to nie efekt magii,

Trochę wiary w siebie i więcej odwagi!



– Porzuć pan ten pomysł – z troską przekonuje.

– Niech się Maciej natychmiast powstrzyma,

Maciej jest za ciężki – łódka nie wytrzyma.



Widział i groźnego, dużego, pomarańczowego smoka, i śmiesznego, małego, czerwonego krasnoludka, i czarno-białą zebrę i lwa z bujną, żółtą grzywą.



Na balu kostiumowym bawią się zwierzęta,

Tak świetnego balu nikt tu nie pamięta.

Tańczą i tygrysy, księżniczki oraz smoki,

Czarno-białe zebry, krasnoludki, foki.



– Może boli go gardło, a od bolących gardeł najlepsze są mamy! – dodała z uśmiechem.



Zawsze gdy rozlega się śpiew słowika,

Wzrusza i zachwyca wszystkich ta muzyka.

Wtedy nawet żubr swój oddech wstrzymuje,

A listek na ziemi bezszelestnie ląduje.





Książka Co się wydarzyło na farmie Zosi? Anny Gościniak – wizualizacja
Zamów książkę Co się wydarzyło na farmie Zosi? Anny Gościniak – księgarnie i sklepy

LUB ZOBACZ WIĘCEJ:

Recenzje, opinie i oceny o książce Co się wydarzyło na farmie Zosi? Anny Gościniak

Zobacz więcej – opis świata i bohaterów książki Co się wydarzyło na farmie Zosi? Anny Gościniak